Hanabira mochi to słodycz, która na pierwszy rzut oka wygląda jak coś pomiędzy deserem a małym dziełem sztuki. Delikatne, pastelowe, z charakterystycznym różowo-białym gradientem, od razu przywodzi na myśl wiosnę i kwitnące wiśnie. I nie jest to przypadek – hanabira mochi jest bowiem mocno związane z japońską kulturą sezonowości oraz jednym z najważniejszych świąt w kalendarzu.
Geneza hanabira mochi sięga okresu Heian, czyli ponad tysiąc lat wstecz. Początkowo nie był to słodycz dostępny dla wszystkich. Wręcz przeciwnie - serwowano je wyłącznie na cesarskim dworze podczas obchodów Hina Matsuri, znanego również jako Święto Lalek, przypadającego na 3 marca. Był to element uroczystych ceremonii, a sam deser miał znaczenie niezwykle symboliczne. Kształt przypominający delikatny płatek kwiatu (stąd nazwa „hanabira”, czyli płatek) oraz kolory odnoszące się do śliwki lub wiśni miały przyciągać pomyślność, zwiastować zakończenie zimy, a nadejście wiosny.
Z biegiem lat hanabira mochi stopniowo wychodziło poza mury pałaców. W okresie Edo zaczęło pojawiać się w domach arystokracji, a później także w tradycyjnych cukierniach wagashi. Do dziś pozostaje jednak słodyczą sezonową - trudno znaleźć ją poza przełomem lutego i marca. Ta ulotność jest zresztą bardzo „japońska”: zamiast dążyć do całorocznej dostępności, celebruje się krótki moment, kiedy coś jest najlepsze i najbardziej znaczące.
Ciekawostką jest to, że hanabira mochi często bywa mylone z sakura mochi, które jest znacznie bardziej znane poza Japonią. Choć oba desery kojarzą się z wiosną i różowym kolorem, różnią się zarówno formą, jak i historią. Hanabira mochi jest bardziej subtelne w smaku i wyglądzie, a jego estetyka bliższa jest ceremonialnej prostocie niż ulicznemu deserowi.

Gdzie można je zjeść?
Najpewniejszym miejscem są tradycyjne japońskie cukiernie wagashi, szczególnie te, które kładą nacisk na klasyczne techniki i sezonowość. W Tokio, Kioto czy Osace pojawia się w witrynach tylko na kilka tygodni, często w limitowanych ilościach. Poza Japonią trafia się rzadko, zazwyczaj w wyspecjalizowanych kawiarniach lub podczas wydarzeń związanych z kulturą japońską.
Hanabira mochi to coś więcej niż deser. To opowieść o przemijaniu, o zmianie pór roku i o tym, jak jedzenie może być nośnikiem historii. Każdy kęs przypomina, że w japońskiej tradycji smak, wygląd i czas są ze sobą nierozerwalnie związane. I być może właśnie dlatego, mimo swojej prostoty, hanabira mochi potrafi zostać w pamięci na długo.

Składniki (8 porcji):
- 50 g mrożonego sasagaki gobo (korzeń łopianu)
- 200 g cukru
- 260 ml wody
- 250g pasty z białej fasoli
- 100g mąki z kleistego ryżu
Sposób przygotowania:
Kompot z gobo (jeśli nie uda nam się znaleźć łopianu, możemy pominąć ten etap)
- Zblanszuj mrożone sasagaki gobo we wrzącej wodzie, następnie odcedź.
- W garnku podgrzej cukier z wodą, aż cukier całkowicie się rozpuści.
- Dodaj zblanszowane gobo, doprowadź do wrzenia, po czym zdejmij z ognia i odstaw na noc.
Ciasto mochi gyūhi
- Wlej cukier i wrzątek do naczynia żaroodpornego, mieszaj trzepaczką, aż cukier całkowicie się rozpuści.
- Dodaj mąkę z ryżu kleistego i mieszaj, aż masa będzie jednolita.
- Przykryj folią spożywczą, następnie podgrzewaj w kuchence mikrofalowej przez 2 minuty, aż ciasto stanie się przezroczyste.
- Wymieszaj masę szpatułką, po czym wyłóż ją na powierzchnię oprószoną mąką ziemniaczaną.
- Posyp wierzch niewielką ilością mąki ziemniaczanej i rozwałkuj ciasto na grubość około 3 mm. Wytnij krążki foremką o średnicy 8 cm
Składanie
- Odsącz nadmiar wilgoci z gobo gotowanego na słodko, używając ręcznika papierowego, następnie drobno je posiekaj.
- Dodaj 40 g pasty z białej fasoli i dokładnie wymieszaj.
- Uformuj kulki po 5 g z samej pasty z białej fasoli oraz z pasty fasolowo-gobo, a następnie dociśnij po jednej z każdej, nadając im owalny kształt (jeśli nie mamy gobo uformuj kulki 10g z samej pasty).
- Złóż każdy krążek mochi gyūhi na pół, obejmując nim owalne nadzienie.
✩ Szczęśliwego Nowego Roku Konia! ✩